Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, gdy rodzinni wyszli z gabinetu dyrektor lubuskiego NFZ Heleny Hatki. Twierdzili, że szefowa funduszu zerwała negocjacje w sprawie kontraktów na przyszły rok. Poza tym, pomiatała nimi. Ona odpowiadała: to rodzinni wyszli bez słowa.
Efekt? Negocjacje przeniesiono do Warszawy.

Punkt 11 - forsa

W środę strony nie dogadały się. Powód? - Nie chodzi o pieniądze - zapewnia Krzysztof Radkiewicz, wiceprezes Oddziału Lubuskiego PZ. Jakoś nie dowierzamy. - Rodzinni przedstawili 19 postulatów - wylicza rzecznik Ministerstwa Zdrowia Paweł Trzciński. - We wszystkich doszliśmy do porozumienia, poza jednym punktem. Jedenastym, czyli pieniędzmi.
Teraz lekarze mają negocjować w oddziałach funduszu. Co na to Hatka? - Jestem otwarta na negocjacje - powtarza w kółko.

Stawka w tajemnicy

Ile chcą rodzinni w przyszłym roku za jednego pacjenta? Odmawiają odpowiedzi lekarze, fundusz w Warszawie i Ministerstwo Zdrowia. Ale nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zamiast 5 zł miesięcznie za pacjenta, chcą 6 zł.

Co znaczy złotówka

- Przyczyną braku porozumienia są pieniądze - potwierdza nam jedna z lekarek z PZ (nazwisko do naszej wiadomości). - Mamy prawo żądać większych stawek. Wszystko poszło w górę.
Czy zamknie gabinet 2 stycznia? - Dostosuję się do decyzji Porozumienia - mówi.
Hatka zapewnia, że po 1 stycznia pacjenci nie zostaną bez pomocy. Jeśli zachorujemy, mamy zgłaszać się do szpitali i na pogotowia. Ale nie mówi jak chce doprowadzić do podpisania umów.
Wszyscy musimy płacić składki na ubezpieczenie zdrowotne. To nasz obowiązek. Jeśli tego nie zrobimy, płacimy za leczenie. A czy ktoś może ukarać lekarzy lub lubuski fundusz za brak pełnej opieki medycznej? - Nie ma takich prawnych możliwości - uważa Trzciński z Ministerstwa Zdrowia.