W grudniu 2002 r., po wyborach samorządowych, gdy burmistrzem został Roman Rosół, rada miejska nie zgodziła się na dalsze działanie spółki i znalazła się ona w likwidacji.
Niemcy zaczęli dochodzić w sądzie pieniędzy od gminy za koszty przygotowań do inwestycji. Próbowali udowodnić, że gmina w umowie zleciła im wykonanie dokumentacji oczyszczalni, którą z kolei wnieśli jako aport do spółki wodno-ściekowej. Zażądali od gminy 500 tys. zł.
Innego zdania był jednak sąd. – Nie było żadnej takiej umowy – orzekła sędzia Elżbieta Ozga-¦wietlik. – Było wiele deklaracji, ale do zawarcia zobowiązań nie doszło.
Wyrok nie jest prawomocny.