W grudniu 2002 r., po wyborach samorządowych, gdy burmistrzem został Roman Rosół, rada miejska nie zgodziła się na dalsze działanie spółki i znalazła się ona w likwidacji.
Niemcy zaczęli dochodzić w sądzie pieniędzy od gminy za koszty przygotowań do inwestycji. Próbowali udowodnić, że gmina w umowie zleciła im wykonanie dokumentacji oczyszczalni, którą z kolei wnieśli jako aport do spółki wodno-ściekowej. Zażądali od gminy 500 tys. zł.
Innego zdania był jednak sąd. – Nie było żadnej takiej umowy – orzekła sędzia Elżbieta Ozga-¦wietlik. – Było wiele deklaracji, ale do zawarcia zobowiązań nie doszło.
Wyrok nie jest prawomocny.
Pozew oddalony
Szprotawa nie musi płacić niemieckiej firmie Berlinerwasser AG pół miliona zł.
Przypomnijmy, że poszło o umowę powołania spółki wodno-ściekowej z 2002 r., którą zawarł poprzedni zarząd miasta z burmistrzem Franciszkiem Sitko i firmą Berlinerwasser. Obie strony wniosły do spółki udziały: Niemcy aport m.in. dokumentację budowy oczyszczalni, a miasto – sieć kanalizacyjną i ponad 7 ha gruntów pod budowę. Spółka miała wybudować oczyszczalnię ścieków i zająć się nieczystościami w gminie.
Problem pojawił się, gdy spółkę skontrolowała Najwyższa Izba Kontroli i stwierdziła, że umowa była niekorzystna dla miasta. Aport Niemców był zawyżony, a miasta – zaniżony. GroŹba była taka, że w razie likwidacji spółki, niemiecki wspólnik chciałby podziału majątku proporcjonalnego do wielkości udziałów.

"Wystraszył się ekspedientek w sklepie mięsnym"
Turniej w Wiechlicach.
Wypadkowe trasy
Włamywacze