W listopadzie rozpocznie się proces przeciwko dwóm organizatorom zawodów w Szprotawie, na których wypadkowi uległ nastoletni sportowiec z Głogowa.
Feralne zawody odbyły się 17 maja zeszłego roku. Wtedy 17-letni zawodnik Piasta Głogów Wojciech Dybczyński uległ poważnemu wypadkowi, mało nie zginął, do dziś nie wrócił do zdrowia. Przewróciła się na niego stara bramka stojąca na bocznym boisku. Uderzenie w głowę było tak silne, że chłopak miał złamaną kość czaszki i obrzęk mózgu. On i jego rodzice od tamtej pory dochodzą sprawiedliwości.
Sprawa wreszcie rozegra się przed głogowskim sądem. Rodzice oskarżyli o odpowiedzialność za wydarzenie się tragedii na zawodach dla młodzieży dwóch organizatorów: gospodarza obiektu sportowego oraz szefa wydziału w urzędzie miasta w Szprotawie. Oskarżyli ich o to, że organizując imprezę dla młodzieży nie zachowali wystarczającej ostrożności i udostępnili nieprzygotowany stadion.
Sprawa jest o tyle nietypowa, że prokurator badał ją przez wiele miesięcy, ale nie dopatrzył się niczyjej winy ani przestępstwa. Wobec tego to rodzice oskarżają przed sądem.
- Według nas to był nieszczęśliwy wypadek - wyjaśnia zastępca prokuratora rejonowego w Żaganiu Agnieszka Sobieszek. Rodzice lekkoatlety składali odwołania do sądu, sąd nakazywał prokuraturze ponownie zajmować się sprawą. Ale decyzja prokuratury była taka jak na początku - przestępstwa nie było.
- Sąd był po naszej stronie, składaliśmy cztery odwołania, ale prokuratura nie wykonała ani zaleceń sądu, ani naszych wskazań - mówi matka lekkoatlety Irena Dybczyńska. - Gdyby taki wypadek wydarzył się np. w szkole, to z pewnością poleciałyby głowy - uważa. - No ale to się stało na miejskim stadionie, imprezie firmowanej przez burmistrza...
Proces rozpocznie się 19 listopada. Przewodniczącym składu sędziowskiego ma być ten sam sędzia, który wiele lat temu oskarżał w podobnej sprawie. Uznał wtedy winnymi dwóch organizatorów imprezy sportowej na stadionie w Głogowie w 1999 roku. Wtedy wydarzył się podobny wypadek, ale bardziej brzemienny w skutkach. Nastolatek zginął przygnieciony starą bramką.
- Nie ukrywam, że jeśli wygramy ten proces, to będziemy walczyli w sądzie o odszkodowanie od organizatora imprezy, czyli tamtejszego urzędu miasta - powiedział nam adwokat rodziców poszkodowanego sportowca Jerzy Bartkowiak.
Wojciech Dybczyński cudem przeżył. Lekarze nie dawali mu szans. Dzisiaj uczy się w klasie maturalnej w liceum. W sporcie nie doszedł do dawnej formy. Chodzi na treningi, jest uparty i ambitny. W zawodach już nie startuje. Niedawno przeszedł poważną operację oka, przed nim kolejne. Ma uszkodzony nerw odwodzący gałkę oczną. To nieodwracalne.
autor Dorota Nyk
Forum
Brak odpowiedzi na forum w tym temacie
Opcja odpowiadania na forum jest aktualnie niedostępna.